Joanna Walkiewicz

Kolacja One

Joanna Walkiewicz

Gospodarstwo Ogrodnicze

Zielony gen...

Zamieniła wygodne mieszkanie w mieście na dom na warmińskiej wsi. Zamiast pracować w biurze, razem z mężem zbiera z pola ogórki i cukinie. Wzrusza się, kiedy klienci dziękują jej za piękne truskawki pudełkiem czekoladek i denerwuje się, gdy ktoś nie traktuje jej poważnie jako szefowej gospodarstwa. Poznajcie Joannę Walkiewicz, ogrodniczkę z Mazur, której ekologiczne warzywa trafiają do Restauracji Oranżeria w Hotelu SPA Dr Irena Eris Wzgórza Dylewskie.

Pani Joanno, czy jest pani odważna?

Nie… (śmiech). Nie uważam się za odważną osobę.

Czy decyzja o przeprowadzce z Warszawy do Gierzwałdu była łatwa?

Tak, bo chodziło o realizację moich pasji i marzeń. Ja pochodzę z Warszawy, Sebastian, mój mąż z Kielc. Skończyłam prawo, później pracowałam w księgowości. Jednak szybko przekonałam się, że to nie dla mnie i poszłam na studia ogrodnicze. Po dyplomie wiedziałam, że chcę przenieść się na wieś. Więc pojeździliśmy trochę po Polsce, ale właśnie tutaj, koło Grunwaldu, spodobało nam się najbardziej. I w 2011 roku kupiliśmy to gospodarstwo.

Nie żal pani miasta?

Miasto nie miało mi już nic do zaoferowania. Na wsi realizuję się zawodowo, a to dla mnie bardzo ważne. Oczywiście, ciężko pracuję, ale gdy robi się coś z pasji, to się nie liczy przepracowanych godzin. Nie tęsknię za miastem. Jeździmy czasem do kina w Olsztynie albo do restauracji. Ale bardziej mnie cieszą wizyty u zaprzyjaźnionych sąsiadów też rolników i wspólne grillowanie.

A rozłąka z rodziną?

Tak, daleko mam teraz do mamy. Jak jedziemy do niej na święta, to siadam z nią w kuchni i długo rozmawiamy. Ale potem ona tam zostaje i to jest dla mnie najtrudniejsze. Mama bardzo wiele mnie nauczyła – między innymi samodzielności i podejmowania decyzji.

Czy przeprowadzka panią zmieniła?

Stałam się bardziej cierpliwa i wytrwała. Nauczyłam się również przebywać z ludźmi, bo przedtem w pracy – tylko papierki i papierki. Może to dziwnie zabrzmi, ale na wsi mam większy i lepszy kontakt z ludźmi, niż w mieście. Mamy o wiele więcej przyjaciół. Wszyscy się znamy, rozmawiamy ze sobą, nie jesteśmy anonimowi. I jeszcze jeden plus – lepiej poznałam Sebastiana… (śmiech).

O czym pani myśli rano?

Zwykle wstaję z dobrą energią. Myślę o tym, co jest do zrobienia danego dnia. Choć przyznaję, że zimą jest ciężko. Nie ma sprzedaży, nie przyjeżdżają klienci. Trudno psychicznie i fizycznie, bo również pogoda wtedy nas nie rozpieszcza.

I są momenty załamania?

Bardzo często. Gdy wiatr zerwie folię z tuneli, albo przy zwierzętach, jak się trafi trudny, nocny poród, a weterynarz nie chce przyjechać...

Jak przyjęli państwa tutejsi mieszkańcy?

Przez pierwsze dwa lata byli mocno podejrzliwi. Przekonało ich jednak to, że nie boimy się pracy, że jak są sianokosy, to ja i mąż również idziemy na łąkę, i że wyremontowaliśmy dom, że rozwijamy się, że co roku przybywa nowe warzywo do uprawy. Mamy teraz fantastyczne relacje z sąsiadami.

A jak jest pani traktowana jako szefowa gospodarstwa?

Na wsi wciąż panuje przekonanie, że to żona pomaga mężowi. Kobieta tutaj musi sobie na szacunek zasłużyć. Mam wrażenie, że mi się udało. Przyznaję jednak, że czasem przyjeżdża nowy klient i na mój widok, od razu mówi – proszę zawołać męża. To boli i jest bardzo niesprawiedliwe. Na szczęście jest obok mnie Sebastian. On potrafi podtrzymać mnie na duchu w krytycznych momentach.

Gospodarstwo Ogrodnicze
Frygnowo 64, 14-107 Gierzwałd
 +48 603 545 949

Sałatka z kozim serem

  • 2 cukinie – żółta i zielona,
  • 2 pomidory,
  • 1 ogórek,
  • 300 g koziego sera,
  • sos: oliwa z oliwek, sól, pieprz ziołowy,
  • świeża mięta.
  • Wszystkie warzywa pokroić w drobną kostkę i wymieszać w dużej misce. Dodać pokrojony lub pokruszony kozi ser. Całość obficie polać sosem. Porwać na kawałeczki kilka listków świeżej mięty i posypać z wierzchu. Smacznego!

    Comments are closed.