Krzysztof Krynicki

Kolacja Oni

Krzysztof Krynicki

Barman w Hotelu SPA Dr Irena Eris Krynica Zdrój

Oni – ojcowie...

Jego praca z powołania to kelner, jego dziedzictwo to ogień, jego duma to syn, jego miejsce na ziemi to Krynica-Zdrój. Rozmawiamy z nomen omen, Krzysztofem Krynickim, który wszedł w rolę ojca na dwa sposoby – przenośnie i dosłownie. Co to znaczy? To delikatnie niewiarygodna historia kelnera-barmana z Hotelu SPA Dr Irena Eris.

Czy nazwisko „Krynicki” zobowiązuje?

Czuję się związany z moim miastem. Tu się urodziłem, tu mieszka moja rodzina. Zdarzyło mi się wyjechać z Krynicy w sumie na trzy lata, ale cały czas wiedziałem, że chcę wrócić do swojej rodzinnej miejscowości. Nigdy się tu nie nudzę.

Pana ulubione miejsce w Krynicy-Zdroju?

Mój dom. Mam dwuletniego synka. Jakbym mógł, to każdą wolną chwilę spędzałbym z nim.

Z Hotelem SPA Dr Irena Eris jest pan związany już  prawie dwadzieścia lat…

Owszem. Uczyłem się w technikum gastronomicznym i przyszedł czas zapisywania się na praktyki zawodowe. Pracowała tu wtedy moja siostra, więc ja też się zgłosiłem. Był 1999 rok. I tak się złożyło, że zwróciła na mnie uwagę ówczesna dyrektor hotelu. Stwierdziła, pamiętam dobrze jej słowa, że: „Widzi tego młodego człowieka jako kelnera. Taki ma chód, że się nadaje”… (śmiech). I tak zaczęła się przygoda z kelnerstwem i później barmaństwem. Muszę przyznać, że odnalazłem się w tym zawodzie.

Co ceni pan w nim najbardziej?

Lubię pracować z ludźmi i dla ludzi. Stali goście przychodzą i mówią – Panie Krzysiu, jak miło pana widzieć. A ja od razu kojarzę ich ulubioną potrawę lub drinka. Taką relację buduje się latami. Wielu gości w restauracji pyta również o atrakcje w Krynicy, o to w jakich godzinach jest czynna kolejka gondolowa na Jaworzynę, gdzie jest bankomat lub o której jest msza święta. I ja to wszystko wiem, bo to moje miasto.

A straż pożarna?

Mój ojciec był strażakiem. Decyzję, że pójdę w jego ślady, podjąłem po śmierci ojca, w 2003 roku. Na dwa lata wyjechałem wtedy do Krakowa, do szkoły aspirantów pożarnictwa. Później, rok pełniłem służbę na Mazurach. Ale byłem umówiony z moim szefem w hotelu, że jak przyjeżdżam do domu na dwa tygodnie, a on potrzebuje kelnera, to stawiam się do pracy. Po powrocie na stałe do Krynicy udało się pogodzić te zajęcia. Dzisiaj jestem kelnerem oraz barmanem. I strażakiem.

Pracowity pan jest…

Tak. Pracowitość, po części, wyniosłem z domu. Poza tym, mam taki charakter, że trudno mi wysiedzieć w jednym miejscu. Jak mam dzień wolny, to oczywiście staram się spędzać czas z synem, ale wykonuję również dużo prac domowych. Koszę trawę, myję podłogi, okna… Staram się wykorzystać każdą chwilę. Nie ma czasu na lenistwo.

Czy, będąc strażakiem, czuje się pan bardziej związany z krynicką społecznością?

To moja służba, pomagam ludziom. Czuję żal, gdy komuś coś się stanie. Rozpoznaję czasem na ulicy ludzi, którym pomogłem, witamy się. Jednak staram się nie kierować emocjami. Zdarza się, że podczas akcji widzę coś, czego nie chcę pamiętać. Z drugiej strony, owszem, ponieważ dzisiaj straż pożarną wzywa się do wszystkiego. Niedawno, na przykład, uratowałem trzymiesięcznego kotka, który wpadł do studzienki…

Rodzina daje panu równowagę?

Odkąd wszedłem w nową rolę, bo pojawił się mój syn, to chyba jednak trochę zwolniłem… (śmiech). Z przyjemnością wracam do domu. Mam oparcie w żonie, która jest wyrozumiałą osobą. Dziękuję jej za zrozumienie, że wszystko, co robię, robię także dla nas…

W  projekcie Dr Irena Eris Tasty Stories pokazujemy, jak wielką wagę w budowaniu więzi międzyludzkich ma stół i tradycje kulinarne. Co się jadało w pana rodzinnym domu?

Przede wszystkim tradycyjne potrawy kuchni polskiej. Rosół z domowym makaronem, kotlety schabowe, mielone, gołąbki z sosem pomidorowym.

A potrawy w pana obecnym domu wyglądają inaczej? Pan lubi gotować?

Tak. Staram się wybierać dania szybkie do przygotowania. Szkoda mi czasu na spędzenie 2-3 godzin w kuchni. Często są to makarony z różnymi mięsno-warzywnymi sosami. Inspiracją jest dla mnie szef kuchni z Hotelu SPA Dr Irena Eris. Sporo podpatrzyłem, kiedy przez ostatnie lata przygotowywał menu dla gości i dla uczestników letnich biegów na Jaworzynę. Dbam o swoją kondycję fizyczną, więc muszę się też dobrze odżywiać. Chętnie podzielę się moim przepisem na szybki i pożywny makaron z kurczakiem i warzywami.

Pan zresztą również biega…

Regularnie, zawsze około 10 km. Po ciężkim dniu, dotlenienie podczas biegu czyni cuda. Nie myślę o niczym, patrzę przed siebie i słucham muzyki. Heavy metal – te dźwięki dodają mi energii podczas biegu. Wracam jak nowonarodzony.

Hotel SPA Dr Irena Eris Krynica Zdrój
ul. Czarny Potok 30, 33-380 Krynica Zdrój
 +48 18 472 35 00
 krynica@drirenaerisspa.com

Makaron z kurczakiem i warzywami

  • kilka różyczek brokułów,
  • 1 mała cukinia,
  • 1 cebula,
  • 1 czerwona papryka,
  • 1 puszka pomidorów bez skórki lub 3-4 świeże pomidory bez skórki i gniazd nasiennych,
  • filet z kurczaka,
  • makaron spaghetti lub tagliatelle,
  • sól, pieprz do smaku.
  • Na dużej patelni zeszklić na oliwie cebulę. Dodać pokrojone w kostkę warzywa. Smażyć 10-15 minut, tak żeby warzywa nie były twarde, ale również, żeby się nie rozgotowały. Na osobnej patelni usmażyć pokrojonego w  paski kurczaka. Ugotować makaron. Do warzyw dodać sos pomidorowy lub świeże pomidory. Po chwili dołożyć usmażonego kurczaka. Wymieszać, doprawić solą, pieprzem, ewentualnie odrobiną cukru. Połączyć z makaronem i podawać. Smacznego!

    Comments are closed.